Prezydent Donald Trump zdobył nominację republikanów w 2016, 2020 i 2024 roku, zwyciężając w wyborach w 2020 roku — jednak według niedawnego raportu po raz pierwszy zapragnął zostać prezydentem w 1987 roku. Katalizatorem, jak się wydaje, było pragnienie promocji jego ówczesnej nowej książki „Sztuka interesu”, którą napisał za niego dziennikarz Tony Schwartz.
„Co zaskakujące, głód uznania Trumpa i desperacja wydawnictwa Random House połączyły się, by stworzyć chwyt marketingowy, który dziś nas wszystkich prześladuje: kampanię mającą na celu przekonanie ludzi, że Trump kandyduje na prezydenta” – donosił we wtorek Michael Daly z The Daily Beast, opisując życie Trumpa latem 1987 roku. „Zaczęło się, gdy zespół ds. public relations spotykał się w Trump Tower, gdzie fałsz nigdy nie był daleko (Trump zawsze twierdził, że budynek ma 68 pięter; w rzeczywistości ma ich tylko 58). Sekretarka zgłosiła, że do jego biura skontaktował się producent mebli z Nowej Anglii z wielkim pomysłem.”
Daly kontynuował, że Trump został zrekrutowany przez działacza republikańskiego z New Hampshire, Mike’a Dunbara, aby kandydować na prezydenta. Choć początkowo celem było jedynie podniesienie krajowego profilu Trumpa, Dunbar przekonał go, że mógłby być świetnym prezydentem, a Trump zaczął wydawać pieniądze, by wypełniać sale konferencyjne i w inny sposób sprawiać, by media uważały go za poważnego kandydata.
Kulminacją była seria pełnostronicowych reklam opublikowanych przez Trumpa 2 września 1987 roku w The New York Times, The Boston Globe i The Washington Post, opowiadających się za izolacjonistyczną polityką zagraniczną, znacznie różniącą się od neokonserwatyzmu wdrażanego przez prezydenta Ronalda Reagana.
„Przez dziesięciolecia Japonia i inne narody wykorzystywały Stany Zjednoczone” – pisał Trump. „Dlaczego te narody nie płacą Stanom Zjednoczonym za ludzkie życia i miliardy dolarów, które tracimy, chroniąc ich interesy?”
W ostrym języku, z którym Amerykanie wkrótce mieli się bliżej zapoznać, Trump twierdził, że „świat śmieje się z amerykańskich polityków, gdy chronimy statki, których nie posiadamy, przewożące ropę, której nie potrzebujemy, przeznaczoną dla sojuszników, którzy nie pomogą”, i że bez lepszego przywództwa w polityce zagranicznej czeka nas „katastrofa”. Opisał również Iran jako „okropny, okropny kraj”, sugerując, że Ameryka powinna „wejść i przejąć część ich ropy”.
Ostatecznie Daly odkrył, że Trump uzależnił się od uwagi, jaką otrzymywał, i spekulował, że jego potrzeba jej nigdy nie ustała.
„Podążając za coraz większą władzą jako władca, sam stał się rządzony przez nienasyconą potrzebę więcej, więcej, więcej charakterystyczną dla uzależnionego” – pisał Daly. „Ten, kto kiedyś stał przed Trump Tower, licząc na rozpoznanie, umieszczał swoje nazwisko i twarz wszędzie, gdzie to możliwe. Naszą historią rządzi ktoś, kto istnieje tylko w chwili obecnej.”
Kontynuował: „I gdy obchodziliśmy 250. rocznicę urodzin Ameryki, Trump starał się zastąpić naród jako centrum uwagi.”
Niezależnie od ostatecznych celów Trumpa, „Sztuka interesu” samodzielnie przekształciła go z lokalnej celebryty w obszarze Nowego Jorku w gwiazdę ogólnokrajową. Dała mu również wizerunek ultimate dealmakera, co ilustruje kluczowy fragment jego książki.
„Mój styl zawierania umów jest dość prosty i bezpośredni” – pisał Trump w „Sztuce interesu”. „Celuję bardzo wysoko, a potem po prostu naciskam, naciskam i naciskam, aby uzyskać to, czego chcę. Czasami godzę się na mniej niż szukałem, ale w większości przypadków i tak kończę z tym, czego chciałem.”

