Droga do odwrócenia destrukcyjnych orzeczeń konserwatywnego Sądu Najwyższego po kadencji prezydenta Donalda Trumpa będzie żmudna i – jak argumentował jeden z prawników na łamach „New York Timesa" – będzie wymagała spełnienia trzech warunków.
Sąd Najwyższy wydał nową serię wysoce kontrowersyjnych orzeczeń korzystnych dla administracji Trumpa, zamykając tym samym swoją kadencję 2026, kontynuując wieloletnią tendencję sądu z konserwatywną większością. Tylko w tym tygodniu sąd zatwierdził uprawnienia Trumpa do dowolnego zwalniania szefów niezależnych agencji federalnych – co stanowi poważny cios dla demokracji – oraz pozwolił stanom utrzymać w mocy przepisy zakazujące transpłciowym kobietom i dziewczętom udziału w kobiecych zawodach sportowych.
Pisząc dla „Timesa" we wtorek, Kate Shaw, profesor prawa na Uniwersytecie Pensylwanii, argumentowała, że Sąd Najwyższy poprzednim orzeczeniem „niemal doszczętnie zniszczył" zasadę podziału władzy w rządzie federalnym.
„Swoją decyzją w poniedziałek w sprawie Trump przeciwko Slaughter, konserwatywna superwiekszość Sądu Najwyższego w pełni przyjęła teorię unitarnej władzy wykonawczej – pogląd, popularny wśród zwolenników Donalda Trumpa, że prezydenci mają nieograniczoną władzę nad władzą wykonawczą" – napisała Shaw. „Tą decyzją sąd fundamentalnie przekształcił rząd federalny i oddał nam władzę wykonawczą na sterydach. Połącz radykalizm Sądu Najwyższego w tej sprawie z rewanżystowską, przekraczającą granice drugą prezydenturą pana Trumpa, a podział władzy, jaki znaliśmy, został niemal doszczętnie zniszczony."
Aby odwrócić szkody wyrządzone przez sąd Johna Robertsa porządkowi konstytucyjnemu, Shaw argumentowała dalej, że potrzebne będą trzy rzeczy: „Demokratyczna kontrola zarówno nad Izbą Reprezentantów, jak i Senatem, oraz reforma Sądu Najwyższego." Pierwsze dwa punkty, wyjaśniła, będą konieczne, „biorąc pod uwagę, jak kongresowi Republikanie rozpieszczali pana Trumpa" przez całą jego drugą kadencję, co sprawia, że jest mało prawdopodobne, by „przygotowali listę reform mających na celu okiełznanie wymykającej się spod kontroli władzy wykonawczej i przywrócenie prymatu władzy ustawodawczej" po jego odejściu z urzędu.
„Jak mogłaby wyglądać ta reforma sądu? Mogłoby to oznaczać przepisy pozbawiające Sąd Najwyższy uprawnień do rozpatrywania odwołań dotyczących niektórych nowo uchwalonych ustaw lub wprowadzenie wymogu głosowania superwiekszością, tak aby jedynie jednomyślność lub wynik bliski jej mógł uzasadniać unieważnienie określonych ustaw" – kontynuowała Shaw. „Mogłoby to również obejmować ustawowe tworzenie dodatkowych miejsc w Sądzie Najwyższym, a następnie szybkie obsadzanie ich prawnikami, którzy nie będą dążyć do realizacji widocznego celu obecnego sądu, jakim jest nieograniczona władza zarówno dla prezydenta, jak i dla samego sądu."
Podsumowała: „Połączenie agendy reagowania na patologie ujawnione w tej prezydenturze z agendą reformy Sądu Najwyższego zapewni, że granice naszej politycznej wyobraźni i politycznej woli będą znacznie szersze niż to, na co pozwoli obecna większość sześciu sędziów."


