NEW JERSEY, 27 czerwca — Machając flagami i tańcząc do głośnej muzyki latynoskiej, ekwadorscy kibice piłkarscy żyli gorączką Mistrzostw Świata. „Zacznijmy tę imprezę!" ogłosił konferansjer.
Jednak zamiast na ulicach czy na stadionie, tłum bawił się w jednym z największych centrów handlowych w Ameryce — w mało prawdopodobnej scenerii dla wydarzeń kibicowskich poza areną MetLife w New Jersey.
Nie mając gdzie się zebrać po dotarciu na stadion z Nowego Jorku, kibice w centrum handlowym American Dream bawią się wśród luksusowych sklepów i atrakcji, w tym parku wodnego, laser taga i kolejek górskich.
„To zaskakujące" — powiedział Samir Rodriguez, 29 lat, który przyjechał z Quito — „ale to bardzo amerykańskie."
„W Ameryce Łacińskiej nie kibicujemy w piłkę nożną w ten sposób. Idziesz prosto na stadion albo na ulicę" — dodał, stojąc obok gabloty z zegarkami wycenionymi nawet na 1 495 dolarów.
Rodriguez wciągnął się w tę kulturę, popijając bezpłatną puszkę Coca-Coli — jedną z około tuzina, które zgromadził, by podzielić się z rodziną również obecną na meczu.
Marka napojów zorganizowała również turniej strzelecki, który przyciągnął kolejkę kibiców rywalizujących o trafienie w trzy otwory wycięte w osłonie bramki. Nagroda: czerwony szalik lub czapka z daszkiem w stylu Coca-Coli.
Jedną ze zwycięzców była żona Eduarda Albana, której strzał w górny róg bramki był dopingowany przez obserwatorów przed meczem Ekwador–Niemcy w tym tygodniu.
„To bardzo ekscytujące być wśród wszystkich kibiców" — powiedział 50-letni Alban, administrator biznesowy, który przyjechał z Quito i miał na sobie żółtą koszulkę Ekwadoru.
Burgery i minigolf
American Dream zajmuje trzy miliony stóp kwadratowych (280 000 metrów kwadratowych) i przyćmiewa MetLife, oddalony o 15 minut drogi piechotą.
Ze względu na bliskość stadionu centrum handlowe stara się przyciągnąć kibiców atrakcjami związanymi z Mistrzostwami Świata, takimi jak wspólne oglądanie meczów i muzyka na żywo.
W jednym z obszarów grupa ekwadorskich kibiców rozegrała rundę minigolfa, uderzając kolorowymi piłeczkami po małym torze nawiązującym do gry wideo Angry Birds.
Inni ustawili się w kolejce, by zapłacić 10 dolarów pracownikom centrum handlowego w kamizelkach z napisem „Face Painter", a następnie pozować do selfie z policzkami pomalowanymi w barwach swojej drużyny narodowej.
Przy dźwiękach muzyki pop Calvina Harrisa i Seana Kingstona dobiegającej z głośników wielu zebrało się w food courtach, by przekąsić tradycyjne amerykańskie jedzenie: pizzę i burgery.
Wszystko jest większe
Niektórzy kibice wydawali się zdezorientowani układem ogromnego centrum handlowego, kilkoro podchodziło do pracowników z pytaniem o drogę na stadion MetLife.
„To bardziej park rozrywki niż centrum handlowe" — powiedział kibic Niemiec Michael Karg, lat 48, przeglądając listę restauracji od A do Z na cyfrowym przewodniku.
„Prawdopodobnie bym tu nie przyszedł, gdyby autobus wahadłowy nas tu nie przywiózł, ale poza tym jest miło" — dodał urzędnik państwowy w białej koszulce swojego kraju.
Niemieccy kibice gromadzili się głównie w obszarze, który zazwyczaj służy jako lodowisko, ale został przekształcony w ogródek piwny pod dachem, z ławkami przed dużym ekranem.
Dla Jensa Jenuweinа ze Stuttgartu centrum handlowe było kolejną amerykańską przygodą po tym, jak dotarł tam żółtym szkolnym autobusem — wykorzystywanym przez władze transportowe do przewozu kibiców z Nowego Jorku.
„Nie spodziewaliśmy się, że dojedziemy do centrum handlowego. To bardzo różni się od europejskich doświadczeń z piłką nożną" — powiedział 48-letni prawnik.
„Wszystko tutaj w Stanach jest większe. I nie ma tu połączenia stadionu piłkarskiego z centrum handlowym. My po prostu idziemy do pubu i pijemy piwo." — AFP

