Pejzaż Kansas jest namalowany polami złotej pszenicy, sięgającymi niekiedy aż po horyzont.
Dzieci, które wybrały w życiu drogi prowadzące je z dala od wiejskiego wychowania, wracają, by pomóc przy żniwach. Choć tempo jest szaleńcze, panuje spokój, gdy uświadamiamy sobie owoce naszej pracy. Z tego spokoju rodzą się często refleksje — zarówno o własnym życiu, jak i o szerszym obrazie, w którym każdy z nas jest jedynie drobinką.

W trakcie życia i kariery, która zaprowadziła mnie w różne zakątki świata — i pozwoliła mi zetknąć się z ludźmi ze wszystkich środowisk — ukształtowały się podstawy do refleksji nad sytuacją Ameryki. Widziałem to, co w człowieczeństwie najlepsze i najgorsze. Ale nawet Webster nie mógłby wyobrazić sobie słów do swojego słownika, które byłyby odpowiednie do opisania obecnego stanu Stanów Zjednoczonych Ameryki.
Miałem okazję, a może powinienem powiedzieć — przywilej, by wysłuchać przemówień wygłoszonych podczas uroczystości otwarcia centrum prezydenckiego byłego prezydenta Obamy. Te słowa przypomniały mi, że rządzenie oznacza jednoczenie ludzi, a nie dzielenie ich. Moją myśl odzwierciedliły dwie piosenki wykonane podczas uroczystości: „Higher Ground" i „Land of Hope and Dreams".
Wielokrotnie w ciągu miesięcy od stycznia 2025 roku przychodziły mi na myśl słynne słowa wypowiedziane w epoce McCarthyego w latach 50. „Czy nie masz żadnego poczucia przyzwoitości?"
Choć ówczesny kontekst różnił się od obecnego, słowa te mają zastosowanie każdego dnia — a właściwie wielokrotnie każdego dnia — gdy z administracji prezydenta Donalda Trumpa płyną kolejne oświadczenia. Musimy też uzupełnić ten cytat o słowa „ani poczucia przyzwoitości, ani prawdy."
Kiedy wydaje się, że republikańscy urzędnicy przetrząsający beczkę dotarli już do dna, okazuje się, że tak nie jest.
Niestety, nasi kansascy republikańscy kongresowcy nie mają kręgosłupa, by się odezwać. Wszyscy są wystarczająco dorośli, by wiedzieć lepiej. Okrucieństwo i niekompetencja stają się z dnia na dzień coraz bardziej widoczne. Ci, którzy tak się zachowują, wciąż otrzymują wolną rękę — raz za razem.
Podczas żniw pszenicy znajduję czas, by być sam na sam z własnymi myślami. Mogę spędzić chwilę na tym, by, rzec by można, kontemplować wszechświat. Mówię do siebie — to niemożliwe. A jednak tak jest.
Pytam też siebie, jak jakakolwiek przyzwoita osoba może nadal popierać człowieka, którego jedynym celem jest wzbogacenie siebie i swojej rodziny kosztem pozycji Ameryki na świecie. Zapomnijcie o etykietach — Republikanin, Demokrata, Niezależny, cokolwiek — i zapytajcie wyznawców ruchu Make America Great Again, dlaczego porzucili prawdę i przyzwoitość za progiem.
Nigdy w swoim życiu nie miałem poważnych wątpliwości co do przyszłości Ameryki. Aż do teraz.
Fundamenty naszej demokracji są niszczone — dzień po dniu, czyn po czynie. A jednak tak wielu milczy. W skwarze i kurzu kansaskiego pola pszenicznego wszystko jest absolutnie jasne. Musimy spojrzeć w lustro; musimy zabrać głos. I musimy postąpić właściwie. Jesteśmy to winni przyszłym pokoleniom.
Ben Palen jest rodowitym mieszkańcem Kansas i farmerem w piątym pokoleniu oraz konsultantem rolniczym w Kolorado i Kansas. Za pośrednictwem swojej sekcji opinii Kansas Reflector stara się wzmacniać głosy ludzi, na których wpływają polityki publiczne lub którzy są wykluczeni z debaty publicznej. Informacje, w tym jak przesłać własny komentarz, znajdziesz tutaj.

