W poniedziałek rano, 22 czerwca, Keir Starmer w końcu przyznał to, co jego gabinet, parlamentarzyści oraz społeczeństwo już wiedzieli: nie ma już autorytetu, by przewodzić.
Tym samym został szóstym premierem w ciągu dekady – to poziom politycznej niestabilności niespotykany w nowożytnej historii Wielkiej Brytanii. Każda branża zadaje to samo pytanie: kto i co będzie dalej? Przejdźmy więc do kwestii aktywów cyfrowych.
Z perspektywy polityki, statek już wypłynął. Regulatorzy są na finiszu tworzenia kompleksowych ram, urzędnicy słuchają, a dialog jest faktycznie konstruktywny.
Ogłoszenie Banku Anglii z tego tygodnia dobrze to pokazuje, nawet jeśli polityczne zamieszanie trochę je przyćmiło. Oświadczenie i projekt zasad dla systemowych stablecoinów denominowanych w funtach to wyraźny krok naprzód.
Konieczny udział aktywów zabezpieczających utrzymywanych w depozytach banku centralnego został logicznie zmniejszony z 40% do 30%, a limity posiadania zastąpiono ograniczeniami emisji.
Wkrótce spodziewamy się kilku stanowisk FCA – obejmą one m.in. reformy podręcznika regulacyjnego i regulowane czynności prawne. Pojawią się prawdopodobnie jeszcze przed powołaniem nowego zespołu Ministerstwa Skarbu.
Wspominam o tym, bo cykle polityczne bywają burzliwe, lecz ramy regulacyjne powstają przez długi, techniczny dialog.
Politycznie mieliśmy aż siedmiu Ministrów Miasta od 2022 roku. Ale pomimo politycznych zawirowań, koncepcja „globalnego centrum kryptowalut”, po raz pierwszy zaproponowana przez byłego premiera Rishiego Sunaka, przetrwała.
Ktokolwiek wejdzie do drzwi pod numerem 10 – i jakikolwiek zespół za nim pójdzie – nie cofnie tego. Koło już się obróciło.
Choć sektor rozwiązał już wiele trudnych problemów, pozostało kilka kluczowych kwestii wymagających wyraźnej woli politycznej: przyszłość DeFi, sensowny reżim ostrożnościowy dla firm, praktyczne zasady finpromów oraz równe traktowanie stablecoinów w podatkach.
Musimy nadal angażować się politycznie, by utrzymać impet i mocno akcentować kwestie wzrostu, produktywności i miejsc pracy – to cele ponad personalne. Branża musi dopilnować, by ten przekaz wybrzmiał. My na pewno dołożymy swoją cegiełkę.
Jeszcze ważniejsze jest jednak, by agenda aktywów cyfrowych nie stała się elementem walki politycznej i nie została uwikłana w wojny kulturowe – jak w USA, czy ostatnio w Wielkiej Brytanii, gdzie pojawiły się dyskusje o tzw. darowiznach kryptowalutowych.
Te ostatnie doniesienia pokazują, jak szybko debata sprowadza się do dobrze znanych branżowych stereotypów, najczęściej opartych na niezrozumieniu i dezinformacji.
Bez nagłówków i memów, tak naprawdę mówimy tu o sprawach zupełnie przyziemnych. To infrastruktura.
Chodzi o infrastrukturę finansową potrzebną, by City of London pozostało globalnym centrum finansów. Wczoraj minęła dziesiąta rocznica Brexitu, co dodatkowo podkreśla wagę tych słów.
Ten cel powinien wykraczać poza podziały partyjne. Co ważne, są na to sygnały. Tylko w zeszłym tygodniu senatorowie Partii Konserwatywnej zaproponowali poprawki do ustawy o usługach i rynkach finansowych, wzywając do strategii tokenizacji oraz dedykowanych ram dla aktywów cyfrowych.
W tym samym czasie Liberalni Demokraci aktywnie opracowują swoją polityczną propozycję dla branży.
I tak powinno zostać. Długofalowy sukces ekosystemu aktywów cyfrowych w Wielkiej Brytanii nie zależy od partyjnych rozgrywek.
Jeszcze za wcześnie, by przewidzieć, kto stanie naprzeciw Burnhama, ale wszystko wskazuje na koronację, nie na prawdziwą rywalizację. Zwłaszcza że szybko swoje poparcie ogłosił Wes Streeting, sam długo uznawany za poważnego kandydata.
Dla dodania westminsterskiej dramaturgii, niektóre media szybko wskazały Ala Carnsa jako potencjalnego czarnego konia. Jednak matematyka nie jest po jego stronie. Bez poparcia 81 posłów potrzebnych do rozpoczęcia rywalizacji, droga do głosowania jest wąska.
Gdy Burnham jest już o krok od numeru 10, uwaga kieruje się na pytanie, kto obejmie klucze do numeru 11 – rezydencji brytyjskiego ministra finansów.
Obecnie faworytami wydają się Ed Miliband, Wes Streeting oraz Shabana Mahmood.
Na pierwszy rzut oka Burnham nie odkrywa kart. Nie wiadomo, czy to prawdziwa niepewność, czy staranne budowanie niejasności.
Bardziej prawdopodobne wydaje się, że w jego zespole trwa wewnętrzna dyskusja o przyszłym kierunku ideologicznym Partii Pracy, podczas gdy Reform UK czeka w gotowości, wzmocniona rekordowym wynikiem w wyborach lokalnych.
Na tę chwilę widać rywalizujące centra siły, a nie gotowy plan – numer 11 wciąż jest do wzięcia.
Krążą też inne nazwiska. Yvette Cooper jako stabilna ręka dla rynków, Miatta Fahnbulleh ze swoją radykalną wizją gospodarki, czy nawet Louise Haigh – wspierająca kampanię Burnhama – jako nieoczywista opcja.
Dla naszej branży decyzja jeszcze nie zapadła. Żaden z kandydatów nie zaangażował się dotąd realnie w sektor aktywów cyfrowych.
Faworytem bukmacherów są wybory w 2029 roku, co da nowemu liderowi nawet trzy lata. Ten czas trzeba dobrze wykorzystać. Burnham nie będzie miał jednak łatwo. Gwałtowny zwrot w lewo może zrazić tych przedstawicieli Nowej Partii Pracy, którzy przywrócili Stamera do władzy.
Nadal nie ma odpowiedzi na kluczowe kwestie polityki zagranicznej dotyczące Ukrainy i Gazy. To wywoła podziały. W sferze gospodarki pojawiają się pogłoski o dużych interwencjach związanych z kosztami życia – szczególnie jeśli chodzi o rachunki za energię i VAT. Przy ograniczonych środkach finansowych może to oznaczać wzrost zadłużenia.
Reakcja rynków będzie kluczowa. Widzieliśmy to, gdy po ogłoszeniu odejścia Starmera funt się umocnił, a koszty pożyczek spadły. Historia pokazuje, że zaufanie rynku obligacji potrafi uratować albo pogrążyć rząd.
Należy się jednak spodziewać, że Burnham będzie starał się zyskać sympatię City i złagodzi niektóre swoje twarde postulaty przed objęciem funkcji premiera. W ten sposób chce spokojnie wejść na Downing Street i uniknąć nerwów na rynkach.
Jego zespół już konsultuje się z uznanymi przedstawicielami establishmentu, takimi jak Andy Haldane, dawny ekonomista Banku Anglii, właśnie w tym celu.
Jednak odchodząc od kwestii personalnych, zadaniem nie jest dziś ponowne otwieranie dyskusji o aktywach cyfrowych, lecz jej prawidłowe zakończenie – bez utraty koncentracji przez polityczny szum związany ze zmianą władzy.
My w UKCBC nadal będziemy wytrwale walczyć.
BeInCrypto Polska - Następny premier może zdecydować o przyszłości kryptowalut w Wielkiej Brytanii
