Były prawodawca z Partii Republikańskiej ma już dość opowieści o widmowych lewicowych sabotażystach przy Sadzawce Refleksyjnej Pomnika Lincolna i wskazuje na jedynych podejrzanych pasujących do dowodów: ludzi zatrudnionych przez Trumpa do jej czyszczenia.
W serii wpisów i nowym filmie wideo były kongresmen republikanów Adam Kinzinger obalił narrację administracji o aktach wandalizmu, przyjmując jeden jej element. Owszem, przyznał, że w sadzawce użyto chemikaliów. Sęk w tym, kto ich użył i dlaczego. „Dla tych, którzy twierdzą, że doszło do chemicznego sabotażu mającego na celu złuszczenie farby w sadzawce refleksyjnej – macie rację" – napisał Kinzinger. „Tyle że to wy to zrobiliście, żeby zabić algi."

Jego główne twierdzenie trafia w samo sedno teorii spiskowej. „Administracja Trumpa wlała nadtlenek wodoru, żeby zabić algi, i to on zdarł farbę" – powiedział w filmie, dodając dosadnie w kolejnym wpisie, że „to byli dosłownie ci sami ludzie, którzy ją malowali. Wlali do niej wodę utlenioną." Innymi słowy, żrące chemikalia, które Trump zrzucił na karb radykalnych lewicowców, były własną próbą ekipy sprzątającej ratowania basenu, który zazielenil się w ciągu kilku dni od jego wartego miliony dolarów remontu.
Kinzinger poparł swój argument wynikiem szybkiego wyszukiwania, który pokazuje, że wysoce stężony nadtlenek wodoru klasy przemysłowej działa jako silny utleniacz zdolny do rozkładania spoiwa farby i powodowania jej pęcherzy oraz łuszczenia. To właśnie ten efekt unosi się teraz na powierzchni sadzawki, którą prezydent opisał zamiast tego jako celowy atak „nożem lub ostrzem" oraz „ranę długości 250 stóp" wyciętą w narodowym pomniku.
Kontrast z tym, jak część sojuszników Trumpa chce potraktować tę sprawę, jest uderzający. Kinzinger odpowiadał częściowo na słowa komentatora Jeffa Storobinsky'ego, który zasugerował, że każdy „powodujący uszkodzenia przy sadzawce refleksyjnej powinien ponieść takie same konsekwencje jak ci, którzy szturmowali Kapitol 6 stycznia." Odpowiedź Kinzingera jest w istocie ostrzeżeniem, że taki standard obróciłby się przeciwko samej administracji, bo według jego relacji szkoda była skutkiem własnych działań konserwacyjnych, a nie atakiem z zewnątrz.
Jego szersze niezadowolenie dotyczyło ruchu, który – jak twierdzi – nie jest w stanie tolerować myśli, że jego przywódca popełnił błąd. Są „niezdolni dostrzec wady w swoim boskim królu" – napisał Kinzinger w sobotę, wybierając rozbudowaną historię o sabotażu zamiast prostszej prawdy, że pośpieszny i przepłacony remont po prostu się nie powiódł. Łuszcząca się farba – w jego ujęciu – nie jest dowodem przestępstwa. Jest dowodem na to, że historia na pokrycie prawdy rozpada się w czasie rzeczywistym.


