Spekulowanie na temat podstaw politycznych i kadrowych posunięć prezydenta Donalda Trumpa jest zajęciem wysoce ryzykownym. Umysł tego człowieka, zawsze będący złożoną mieszaniną paranoi, pewności siebie i zamętu, nigdy nie działa linearnie — zawsze jest instrumentem dźwigni, wyłącznie na jego własną korzyść.
Mimo tej rzeczywistości niezwykle ważne jest spekulowanie na temat powodów, dla których Trump zdecydował się stanąć w opozycji do niemal całego senackiego klubu Partii Republikańskiej, aby mianować Billa Pulte'a na p.o. Dyrektora Wywiadu Narodowego (DNI) — i to po tym, jak wycofał jego pierwotną nominację, aby uśmierzyć sprzeciw Republikanów, na rzecz bardziej doświadczonego Jaya Claytona.

Clayton miał stawić się na przesłuchaniu w Senacie w środę, lecz Trump faktycznie je odwołał, decydując się na utrzymanie Pulte'a na stanowisku „p.o. DNI" — i uczynił to w środku nocy, tuż przed planowanym przesłuchaniem.
Dla niektórych ten ruch może brzmieć jak zwykła waszyngtońska gra polityczna, jednak w rzeczywistości jest to posunięcie bezprecedensowe, wstrząsające w swej skali, dokonane z tak gorączkową lekkomyślnością, że kryje w sobie coś głęboko niegodziwego — typowy dla Trumpa manewr, jakiego dopuszczał się już wcześniej, lecz tym razem na poziomie zagrażającym niemal każdemu działaniu skierowanemu przeciwko temu, co stanowi zagrożenie dla Trumpa.
Zdradza strach Trumpa przed możliwą przyszłością, jednocześnie wskazując na zaciekłą gotowość do fabrykowania faktów potrzebnych do uniknięcia katastrofalnego upadku.
Wracamy zatem do spekulacji na temat tego, na czym naprawdę będzie polegać odpowiedzialność Pulte'a — wiedząc, jak łatwo zagubić się w zbędnych szczegółach. Logicznym punktem wyjścia jest skupienie się na największym strachu Trumpa, który majaczy na horyzoncie. Największym — zdecydowanie — jest fala wyborcza, w której Demokraci niespodziewanie przejmują kontrolę nad Kongresem i całą wynikającą z tego władzą śledczą, rozkładając administrację na czynniki pierwsze — czyn po czynie, kontrakt po kontrakcie, dolar po dolarze, przysługa po przysłudze.
I wszyscy już znają odpowiedź Trumpa na takie wybory: „Sfałszowane!"
Tak. Tyle że trudno skutecznie krzyczeć o sfałszowaniu, gdy poszczególne stany kontrolują proces wyborczy w sposób właściwy dla każdej jurysdykcji. Jeśli ktoś zamierza kwestionować wyniki liczone w skali krajowej, potrzebuje kwestii o zasięgu ogólnokrajowym, a może i międzynarodowym — warto przypomnieć, że Trump to ten sam człowiek, który wymyślił teorię o tym, że Wenezuela zmanipulowała maszyny do głosowania, a niektórzy twierdzą, że za pomocą Starlinka Elona Muska „bawił się" wynikami przekazywanymi z okręgów wyborczych do urzędników stanowych. Obie teorie — wenezuelska i dotycząca Starlinka — są nieprawdziwe, ale prawda nigdy nie miała mniejszego znaczenia, gdy Trump głosi „sfałszowane!"
Czy jest lepszy sposób na stworzenie ogólnokrajowej podstawy do podważenia wyników niebieskiej fali niż Dyrektor Wywiadu Narodowego, zdolny do tropienia międzynarodowych prób ingerencji w nasze wybory (które rzeczywiście mają miejsce, w przeważającej mierze bezskutecznie) i przedstawienia „uzasadnienia" dla wyników — uzasadnienia, które mogłoby co najmniej — posłużyć jako podstawa pozwów sądowych kwestionujących wybory, albo — co jeszcze gorsze — dać Trumpowi pretekst do ogłoszenia wyborów nieważnymi i odmowy uznania wyników, nawet gdy nowi członkowie Kongresu obejmują już swoje miejsca i w pełni kontrolują legislaturę.
To, że Konstytucja nie pozwala Trumpowi na taki krok, jest uroczym kontrargumentem — wartym mniej niż zestaw z McDonald's.
Każdy, kto uważa takie spekulacje za nazbyt „oderwane od rzeczywistości", to zapewne ten typ, który wątpił, że Trump zrobi cokolwiek, aby zatrzymać przegraną w 2020 roku. Ku zaskoczeniu nawet ekspertów, którzy RZECZYWIŚCIE coś przewidywali, Trump zorganizował brutalny atak na Kapitol — próbę zamachu stanu, która gdyby wydarzyła się w jakimś biednym kraju Ameryki Łacińskiej lub byłej republice radzieckiej, byłaby postrzegana jako akt wojny domowej — a ponieważ była tak „dziwaczna" i obca realiom amerykańskim, gdy poniosła klęskę, odebrano ją bardziej jako „niedogodność".
Jeden z najbardziej haniebnych dni w historii tego narodu jest dziś postrzegany przez zatwardziałą prawicę jako przejaw siły — i są gotowi ponownie, czekając tylko na rozkaz.
Pulte udowodnił, że będzie grał tak, jak Trump mu każe. Cały dorobek Pulte'a w tej administracji sprowadza się do jego agresywności w FHFA i ataków na wrogów Trumpa, takich jak Letitia James — co udowodniło Trumpowi, że Pulte to człowiek „który zrobi to, czego potrzebuję, bez zbędnych pytań".
Bez wątpienia, gdy i jeśli Pulte wymyśli jakiś „wywiad wywiadowczy", wrzucając całość wyników 2026 roku w chaos korzystny dla Trumpa i tylko dla Trumpa — jedynej „prawdziwej Północy" w administracji Trumpa — nastąpi fala „zadawanych pytań". To, że takie oskarżenia byłyby niemal śmiesznie fałszywe, nie miałoby najmniejszego znaczenia. Nic co dotyczy „Sfałszowane" nigdy nie szło w parze z faktami — tylko z potrzebą.
Oczywiście jest też „drobnica", jak śledztwo w sprawie Epsteina czy poważne przeglądy finansowych posunięć Trumpa. Cóż może być lepszą odpowiedzią niż twierdzenie, że „wrogowie Ameryki" podrzucają informacje, aby osłabić „amerykańskiego prezydenta"?
Ale wracamy znów do spekulowania o szczegółach — co jest nie tylko niemal niemożliwe, ale też niemal całkowicie nieistotne. Trump chce, aby całkowicie niekompetentny, lecz bezsprzecznie lojalny człowiek MAGA stał na czele wywiadu narodowego — i jest gotów to zrobić wbrew niemal buntowi senackiego klubu Republikanów.
To, że jakiś powód stoi za tą decyzją, jest równie oczywiste jak ryzyko z nią związane. Z jakiegoś powodu Trump uznał, że korzyść z posiadania swojego człowieka na tym stanowisku przewyższa ryzyko senackiego buntu. Być może już zapowiadając gotowość do ignorowania chaosu w Kongresie jako czegoś nie więcej niż irytacji, gdy skupia całą władzę w Białym Domu.
Obserwujcie ten ruch — dzwońcie do senatorów, wywołajcie własny bunt. Coś złego się kroi, a Trump co miesiąc potęguje to zło. Ten ruch wyróżnia się spośród innych — choć na pierwszy rzut oka może się wydawać niegroźny, po głębszej analizie okazuje się niosącym konsekwencje wstrząsające całym narodem.
To naprawdę poważna sprawa i warta każdego waszego wysiłku.
Jason Miciak jest felietonistą Rawstory, byłym redaktorem w Occupy Democrats, konsultantem politycznym, prawnikiem i samotnym ojcem córki. Zapraszamy do obserwowania na Bluesky, kontakt: jasonmiciak@gmail.com
