Były dyplomata ujawnił w sobotę rażącą lukę w niedawnej groźbie prezydenta Donalda Trumpa wobec Niemiec, zauważając, że los wojsk w tym europejskim kraju spoczywa wyłącznie w rękach jednej osoby — i nie jest nią Trump.
Sekretarz obrony Pete Hegseth w piątek nakazał wycofanie 5 000 żołnierzy z Niemiec, „które ma zostać zakończone w ciągu najbliższych sześciu do dwunastu miesięcy" — poinformował Phil Stewart z Reutersa.
Ruch ten następuje w obliczu narastających napięć między USA a Niemcami, po tym jak kanclerz Niemiec Friedrich Merz zasugerował, że USA są „upokarzane" przez wojnę w Iranie.
W odpowiedzi na ogłoszenie Hegsetha, niemiecki minister obrony Boris Pistorius nazwał wycofanie wojsk USA z Europy „przewidywalnym".
Jednak Tom Malinowski, były członek Izby Reprezentantów, który pełnił funkcję zastępcy sekretarza stanu za czasów byłego prezydenta Baracka Obamy, zakwestionował nieuchronność takiego wycofania, zauważając, że zapisy Ustawy o Obronie Narodowej krępują wysiłki administracji Trumpa zmierzające do wycofania wojsk z Europy.
„Na mocy najnowszej Ustawy o Obronie Narodowej Trump nie może wycofać wojsk z Europy, chyba że dowódca naszych sił tam stacjonujących samodzielnie poświadczy Kongresowi, że nie zaszkodzi to odstraszaniu Rosji ani operacjom USA na Bliskim Wschodzie [oraz] że sojusznicy zostali skonsultowani" — napisał Malinowski w sobotę na X.
Malinowski zauważył, że dowódca Europejskiego Dowództwa Sił Zbrojnych USA (EUCOM), generał Alexus Grynkewich, „będzie oczywiście pod presją ze strony Hegsetha, by go poprzeć".
„Jednak oficerowie generalicji mają również wyjątkowy prawny obowiązek udzielania Kongresowi szczerych odpowiedzi" — napisał Malinowski. „Więc to będzie interesujące, jeśli Kongres wywiąże się ze swoich obowiązków kontrolnych."
Jak zauważył Malinowski, żadne lamenty Trumpa nie są w stanie obejść tekstu ustawy.
„Co dziwne, ustawa nie wymienia urażonych uczuć prezydenta jako czynnika uzasadniającego ewentualne wycofanie wojsk" — zażartował.

